Aktualności BMS

Spis aktualności

O schizofrenii środowisk feministycznych słów kilka…

26.04.2018
image

Prawdziwe świadectwo promotorki aborcji w internecie. Reklama czy przestroga dla innych? Z pewnością dowód na swoistą schizofrenię środowisk feministycznych.

Uwaga: tekst dla osób o mocnych nerwach!

Źródło : www.womenonweb.org

Tłumaczenie: Fundacja Małych Stópek

Jakie uczucia ci towarzyszyły?

Uczucia, których doświadczyłam były bardzo realne. I żeby nikogo nie zmylić – wciąż podtrzymuję swoją decyzję (o aborcji – przyp. red.). Ale nigdy nie myślałam, że to sprawi, że będę się czuła smutna lub winna. Mam silne, osobiste przeświadczenie, że nie chcę mieć dzieci, ale to doświadczenie sprawiło, że poczułam się smutna, że straciłam część siebie i swojego życia, a to pozostanie ze mną na zawsze. Ale tego rodzaju doświadczenia mogą nas tylko wzmocnić.

Jaką metodą wykonałaś aborcję?

Jestem dwa dni po dokonaniu aborcji i chcę opisać swoje osobiste doświadczenie. Czytając forum dla kobiet, wiedziałam że nie jestem ze swoimi uczuciami odosobniona. W kwietniu 2017 r. odbyłam rutynowe spotkanie z ginekologiem i w tym czasie zauważyłam dziwne objawy w moim ciele od tego momentu aż do czasu, kiedy zrobiłam pierwszy test ciążowy. Miałam dużo zawrotów głowy, nudności i niewielkie bóle miednicy. Piersi były obolałe i to się nasilało. Bolało mnie do tego stopnia, że nie mogłam na nich spać, czy skierować w ich stronę strumienia wody pod prysznicem. Nadal odczuwałam te objawy aż do momentu, w którym rozpocząłby się mój okres. Założyłam, że objawy te były związane z napięciem przedmiesiączkowym i nie martwiłam się. Dni zmieniły się w tydzień, a tydzień w dwa tygodnie. Wtedy zaczęłam wpadać w panikę. Około 25 maja zrobiłam swój pierwszy test ciążowy (w domu) o czwartej rano. Wynik wyszedł POZYTYWNY. Poczułam ucisk w gardle i pomyślałam, że to nie może być prawda. Wysłałam SMSa do mojego chłopaka, który w tym czasie wstawał do pracy, a on doradził mi, żebym potwierdziła wynik innymi testami. Kupiłam trzy kolejne, wszystkie pokazały wynik pozytywny. Wtedy kompletnie się załamałam.

Przez resztę dnia szalałam, mój chłopak przyszedł po pracy i wtedy oboje zdecydowaliśmy się na aborcję. Takie było moje stanowisko od zawsze, nie chciałam mieć dzieci i zawsze mówiłam, że taki będzie mój wybór, jeśli kiedykolwiek zajdę w ciążę. Powiedział, że poprze każdą moją decyzję. Po prostu nie był to odpowiedni czas w naszym życiu. Później, następnego dnia zadzwoniłam do Planned Parenthood w moim mieście. Naprawdę nie mogliby być bardziej pomocni. Byłam taka wdzięczna. Z mojego doświadczenia wynika, że ​​niektóre miejsca mogą cię zniechęcić. Personel może wydawać się nieuprzejmy, arogancki lub w ogóle się Tobą nie zainteresuje. Jednak te panie były naprawdę aniołami i cieszę się, że takie miejsce istnieje. Zdecydowałam się na medyczną aborcję. Mam dwie przyjaciółki, które zrobiły to samo. Aborcja chirurgiczna nie wydawała mi się właściwym wyborem. Odziedziczyłam problemy z narządami kobiecymi (torbiele, infekcje, bóle) i uznałam, że interwencja chirurgiczna może po prostu pogorszyć te sprawy. Przyjechałam na spotkanie dwa tygodnie później. Na miejscu pojawiłam się pół godziny wcześniej, ale zawołali mnie po 15 minutach od przyjścia, czyli 15 minut wcześniej niż było to umówione.

 

Miałam wielkie szczęście, że moje ubezpieczenie pokryło całe koszty zabiegu. Na wizycie zrobiono ze mną wywiad medyczny (pytania o ostatni okres, alergie itp.),  wykonali mi badanie moczu i USG pochwy. Przed wykonaniem zabiegu miało to potwierdzić, czy rzeczywiście jestem w ciąży i na jakim etapie. Moja ciąża miała 7 i pół tygodnia. Potem czekałam przez około dwadzieścia minut, kiedy pielęgniarki weszły ze mną, by wytłumaczyć mi instrukcję dotyczącą pigułki. „Po pierwsze: weź pierwszą pigułkę Mifepristone tutaj w gabinecie. Po drugie: kiedy wrócisz do domu, weź antybiotyk, który dostaniesz od nas. Po trzecie: w ciągu następnych 24 godzin weźmiesz pigułkę przeciwwymiotną, ibuprofen 300 i cztery pigułki, które wywołają poronienie, Misoprostol.”

Wiedziałam, że niektóre kobiety przyjmowały Misoprostol dopochwowo. Moje zostały podane doustnie. Czytałam gdzieś, że zmieniono tę praktykę właśnie ze względu na ryzyko infekcji i niewłaściwego użycia.

Wzięłam pierwszą pigułkę w gabinecie. Zapytano mnie czy chcę mieć receptę na Tylenoi-3 (tylenol z kodeiną). Powiedziałam: „Pewnie, dlaczego nie?!”. Uprzedzam – jeżeli pytają, czy tego chcesz, bardzo polecam wziąć to! Po tym wszystkim, mój chłopak zawiózł mnie do domu, a później tego wieczora, podał mi antybiotyk z małą przekąską na obiad. Po tym czułam się bardzo śpiąca i spałam do następnego popołudnia. Muszę przyznać, że bardzo się denerwowałam. Po przeczytaniu wielu doświadczeń kobiet i bólu, który się pojawiał, po prostu bałam się. Mówiąc szczerze – byłam przerażona. Wiedziałam jednak, że to przez co muszę przejść to był mój wybór. O trzeciej po południu, zgodnie z instrukcją, wzięłam lek przeciwwymiotny i ibuprofen 800. Połknęłam także Tylenol-3, ponieważ nie byłam pewna jak duży będzie ból. Nie było tego we wskazówkach personelu, ale hej! Lepiej być przygotowanym! Następnie o 3:30 wzięłam 4 pigułki z misoprostolem (2 w każdej kieszeni na policzek) i pozostawiłam je w buzi (nic nie jadłam i nie piłam ) przez 30 minut. O 16:00. zgodnie z instrukcją połknęłam to, co zostało z Gatorade (napój izotoniczny produkowany przez PepsiCo, służy do uzupełniania poziomu płynów w organizmie i dostarczania energii do mięśni – przyp. red.).

Między 3:40 a 4:30, czułam się nieźle. Poszłam do łazienki, żeby sprawdzić, czy nie zaczęło się krwawienie, lecz było tego tylko trochę. Wróciłam do łóżka i około 5 minut później zaczęłam coś odczuwać. Mój oddech stał się bardzo krótki i ból skoncentrował się w obrębie macicy. Wróciłam do łazienki, zostawiając mojego chłopaka, by sprawdzić, co się właściwie dzieje. Zamknęłam się tam i usiadłam na toalecie. Leciały ze mnie grube, gęste skrzepy. Wtedy ból się zaostrzył do tego stopnia, że miałam mroczki przed oczami. Chwyciłam kolejny Tylenol-3, moje ręce tak bardzo się trzęsły, że ledwo mogłam trzymać pigułkę w ręce. Osunęłam się na podłogę i zaczęłam wić z bólu. Nie chcę nikogo straszyć tym, co opisuję, ale zwinęłam się do pozycji embrionalnej w mojej małej łazience, podciągając nogi i zaciskając pięści. Mogłam wydawać jedynie skomlące dźwięki. Potem nadeszła fala mdłości i wymiotowałam ciężko do toalety. Jak skończyłam to runęłam z powrotem na podłogę do tej samej pozycji płodowej. Czułam się bardzo niekomfortowo i muszę powiedzieć, że to był NAJGORSZY BÓL, KTÓRY MIAŁAM W ŻYCIU. Nie mogę tego do niczego porównać i nigdy, przenigdy nie życzyłabym tego nikomu, nawet najgorszemu wrogowi.

 

Odnośnie bólu – minęło około 2 godzin, nie reagowałam na wołania mojego chłopaka, prawie nie mogłam rozmawiać. Kiedy w końcu otworzył drzwi i znalazł mnie na podłodze we łzach, ciągle wijącą się, wpadł w panikę. Już miał dzwonić po karetkę, kiedy powiedziałam mu, że to niestety jest normalne. Poprosiłam go o termofor, po który pobiegł do sklepu. Kompletnie blada weszłam pod prysznic, rozebrałam i chwytając słuchawkę pryskałam ciepłą wodą w obszar miednicy.  Odczułam trochę ulgi. Mój chłopak wrócił z poduszką grzewczą i przygotował ją na moim łóżku. Przyniósł mi nową bieliznę, gdyż poprzednia była przemoczona krwią. Siedziałam pod prysznicem przez około 20 minut, aż ból wyciszył się. Ubrałam się i zrobiłam okład termoforem. Zapewniło mi to komfort przez około pół godziny, w czasie której mogłam się zrelaksować i skupić. 30 minut później znów zaczął się ból. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale powiem ci, że wzięłam 3 ibuprofen 300 i jeszcze dwa Tylenol-3, a to ledwo uśmierzyło ból. Przez kolejne TRZY GODZINY leżałam w różnych pozycjach pod prysznicem, spryskując wodą cały brzuch i miednicę. Wiem, że to musiał być tragiczny widok. Czułam się zawstydzona, mój chłopak siedział obok prysznica, obserwując mnie wijącą się z bólu i nie mógł nic zrobić. To było smutne. Jednak prysznic był naprawdę jedynym miejscem, zapewniającym ulgę. Ponadto, z powodu krwawienia, było to dobre miejsce, w którym mogłam zmywać wszystko. Ostatecznie, około godziny 21:45, udało mi się wydostać z prysznica i znów ubrać. Dostałam kolejny ciepły okład. Mój ból, skurcze i krwawienie nie ustępowały aż do 23:00. To trwało aż nie wypłynął ze mnie „worek”. To było dziwne, jakby „chlupnięcie” i wiedziałam, że to jest to. To mną wstrząsnęło i chociaż nie mam dzieci czułam się bardzo źle.

Dzisiaj jest drugi dzień i mogę wreszcie wstać. Spałam przez większość dnia, ale kiedy jestem na nogach, staram się chodzić i siadać, ale potem muszę się z powrotem położyć. Nadal krwawię ale nie tak mocno. Odczuwam skurcze, ale wzięłam dwie pigułki przeciwbólowe i czuję się lepiej.

Piszę to bo chciałam podzielić się moimi doświadczeniami i dać znać innym kobietom, że nie jesteście w tym same. Naprawdę chciałbym, aby szerzej informowano jak okropny to ból. W moim przypadku sprawiono, że spodziewałam się „wiatru” a nie „tornada”. Rozumiem, że robią to, ponieważ próg bólu dla każdej kobiety jest inny. Poza tym nie chcą pewnie nikogo straszyć. Jednak raczej oczekiwałbym gorszego niż lepszego. Chcę, żeby każda z Was wiedziała, że jeśli przeszłaś przez to, przechodzisz przez to lub o tym myślisz, proszę wiedz, że nie jesteś sama. Jesteśmy tutaj, aby wspierać. Jeśli chcesz porozmawiać, PROSZĘ pisz (adres usunięto) bardzo chciałbym wesprzeć Cię w tym. My jako kobiety jesteśmy silne, niezależnie od wszystkiego pozostaniemy silne.

Sam (Stany Zjednoczone, 2017 r.)

 

Ps. Za kilka dni opublikujemy kolejne świadectwo. Podobne, a jednak …

Twój dobry uczynek na dziś